Odejście Roberta Lewandowskiego wiąże się z koniecznością sprowadzenia nowego napastnika, z czego zdaje sobie sprawę każdy kibic Barcelony. Problem w tym, że nazwiska proponowane przez fanów nie do końca pokrywają się z wizją sztabu sportowego. Ze zdziwieniem obserwuję jak mocno "pchana" jest kandydatura Victora Osimhena i jak bardzo dyskredytuje się Juliana Álvareza.
Nie chciałbym, żeby ten artykuł skupiał się głównie na statystykach. Oczywiście napastnika rozlicza się przede wszystkim z bramek, ale jak porównać osiem trafień Álvareza w LaLidze do 15 goli Osimhena w lidze tureckiej? Czy można powiedzieć, że pozycja Atlético Madryt w Hiszpanii jest taka sama jak Galatasaray w Turcji? W piłce nożnej chodzi przede wszystkim o pomysł trenera na wykorzystanie konkretnego zawodnika w swoim systemie, a w takiej sytuacji zawsze będę popierał wybór trenera, który swoją pracą zapracował na moje zaufanie.
Ego zabija sukces.
Powyższe zdanie to cytat z wypowiedzi Hansiego Flicka po remisie 1:1 z Rayo Vallecano. Trener jasno dał do zrozumienia, że indywidualności muszą ustapić miejsca drużynie. Wszyscy piłkarze na murawie i ci, którzy zasiadają na ławce rezerwowych pracują nie na własne statystyki i status, a na sukces klubu. Indywidualne laury są następstwem zwycięstw drużyny, nigdy na odwrót.
Czy muszę podawać przykłady, że tak właśnie jest? Przecież jeszcze w tym sezonie oglądaliśmy rozpad szatni Realu Madryt, który był następstwem przerostu ambicji poszczególnych piłkarzy. Vinícius obrażający się na Xabiego Alonso po zmianie w trakcie Klasyku zapoczątkował katastrofę, która skończyła się w Madrycie sezonem bez żadnego trofeum. Luis Enrique uznał, że nie potrzebuje prawdopodobnie najlepszego napastnika na świecie - Kyliana Mbappe, żeby wygrać Ligę Mistrzów. Dwa dni temu PSG obroniło europejską koronę a 27-letni Francuz, który przyszedł do Realu właśnie po Ligę Mistrzów wciąż nie jest w stanie jej zdobyć.
Co ta sytuacja ma wspólnego z Victorem Osimhenem? Nigeryjczyk pomimo niezaprzeczalnej jakości piłkarskiej jest piłkarzem, który generuje konflikty w szatni. O aferach spowodowanych przez 27-latka możnaby mówić godzinami. Nazwanie agenta Kwaracchelii "śmieciem i kretynem", sugerowanie krytykującemu go kibicowi, że powinien popełnić samobójstwo, czy wreszcie obrażenie się na Antonio Conte za zdjęcie go z boiska i wymuszanie swojego odejścia z klubu to tylko niektóre z jego przewinień. Ego zabija sukces i nie ma nic zaskakującego w tym, że kiedy o Álvareza walczą najlepsze kluby w Europie, Osimhen utknął w Turcji.
Nowoczesny futbol, czyli ciągły pressing i wymienność pozycji.
Piłka ciągle eweoluuje, a role zawodników nieustannie się zmieniają. Jeszcze 15 lat temu na boiskach rządziła tiki-taka i wymiana setek podań rozszarpująca formacje rywala. Dzisiaj żyjemy w erze pressingu, który jest skuteczny tylko wtedy, kiedy biorą w nim udział wszyscy piłkarze, łącznie z napastnikami. Nie raz łapalismy się za głowę, kiedy Barcelona traciła kolejną bramkę i pomściliśmy na wysuniętą linię obrony Hansiego Flicka. Trzeba jednak na takie sytuacje spojrzeć szerzej: strata bramki najczęściej zaczyna się od utraty piłki i braku natychmiastowego doskoku w celu jej odbioru.
W systemie gry proponowanym przez Flicka w ataku i obronie muszą brać udział wszyscy zawodnicy, co zresztą Niemiec z uporem maniaka powtarza na każdej konferencji prasowej. Finał Ligi Mistrzów pomiędzy Arsenalem i PSG był pokazem nowoczesnego futbolu: niesutannej wymienności pozycji, wzajemnej asekuracji, morderczego pressingu z obu stron przez cały mecz, bez miejsca na jednego zawodnika, który błyszczałby w roli gwiazdy. Ousmane Dembélé, który w Barçy wyglądał na wypalonego dzisiaj jest faworytem do wygrania drugiej Złotej Piłki. Lucho potrafił poradzić sobie z jego ego i sprawić, żeby Francuz z uśmiechem wykonywał wszystkie założenia taktyczne, a kiedy trzeba bez mrugnięcia okiem zszedł z boiska.
Ten sam Luis Enrique, który obronił właśnie Ligę Mistrzów widzi w Álvarezie wartość dodatnią dla swojej drużyny. Kolejny element, który będzie pracował nie na samego siebie, a dla korzyści całej drużyny. Tą samą drogą podąża Hansi Flick, a jego dotyczasowa praca w Barcelonie udowadnia, że warto mu zaufać i pozwolić wreszcie na wzmoznienie kadry tymi zawodnikami, którzy według niego są potrzebni.
Komentarze (73)