13 lat szukania kokainy i przetarg na sprzęt dla włoskiej federacji, czyli o nowościach w sprawie Negreiry z perspektywy prawnej

Michał Gajdek

13 października 2023, 09:00

23 komentarze

Fot. Getty Images

15 lutego 2023 roku. Tego dnia sprawa Negreiry ujrzała światło dzienne, dzięki materiałowi dziennikarzy rozgłośni Cadena SER. Z kolei od ostatniego tekstu przedstawiającego perspektywę prawną na tę sytuację minęło już siedem miesięcy (można się z nim zapoznać tutaj). W związku z tym uznałem, że to dobry moment, aby podsumować przebieg prowadzonego postępowania właśnie z tego punktu widzenia – i przy okazji przedstawić swoją opinię.

Na wstępie chciałem zaznaczyć rzecz, wydawałoby się, oczywistą, jednak powinna ona wybrzmieć wyraźnie. Mylą się ci, którzy uważają, że sprawa Negreiry jest zamiatana pod dywan – jest dokładnie odwrotnie. Szum informacyjny towarzyszący temu postępowaniu karnemu jest wręcz niespotykany. Dosłownie każde doniesienie, nawet pozbawione znaczenia z punktu widzenia procesowego, natychmiast przedstawiane jest jako przełom w śledztwie, bombazo, a przy tym szczodrze opatrywane wykrzyknikami czy alarmującymi emotikonami. Z perspektywy prawnika konfrontacja z szukającymi sensacji mediami jest z góry przegrana, ale spróbujmy przez chwilę skupić się na faktach rzeczywiście istotnych procesowo. Zapraszam na podróż w meandry procedury kadry, ale również innych dziedzin prawa.

FC Barcelona oskarżona o łapownictwo

Przede wszystkim, na chwilę obecną postępowanie karne niezmiennie znajduje się w tej samej fazie – dosłowne jej tłumaczenie to faza instrukcyjna, natomiast dla oddania jej charakteru nazwijmy ją fazą śledczą (fase de instrucción). Podczas tego etapu, śledczy szukają dowodów ewentualnych przestępstw i decydują czy, komu i jakie zarzuty następnie postawić we właściwym procesie.

Do tego momentu mieliśmy do czynienia właściwie tylko z jednym, za to potencjalnie kluczowym pod względem prawnym wydarzeniem. Sędzia śledczy kierujący tą fazą postępowania (juez de instrucción) zdecydował się rozszerzyć akt oskarżenia i badać zaistniałe czyny również pod kątem wystąpienia przestępstwa łapownictwa.

Jest to przestępstwo opisywane artykułami 419 – 427 hiszpańskiego Kodeksu karnego. Może być ono czynne („daję łapówkę” – o to oskarżona jest FC Barcelona oraz jej działacze) albo bierne („biorę łapówkę” – o to oskarżony jest José Maria Enriquez Negreira (zostawmy na boku jego syna, również w międzyczasie włączonego do śledztwa). Nie wchodząc w szczegóły dotyczące możliwych kar, te bowiem opisywaliśmy już w odrębnych artykułach (na przykład tutaj oraz tutaj), kluczowy jest jeden aspekt – przestępstwo łapownictwa jest immanentnie związane ze statusem funkcjonariusza publicznego. Nie ma funkcjonariusza publicznego, nie ma przestępstwa łapownictwa. Ta prosta konkluzja będzie nam potrzebna w dalszej części tekstu.

Sędzia śledczy – sędzia czy prokurator?

Wróćmy jednak na chwilę do sędziego śledczego. Jest to figura nieznana w polskim porządku prawnym, gdzie podział ról w postępowaniu karnym jest precyzyjnie określony: występuje w nim oskarżyciel (najczęściej prokurator) oraz oskarżony, zaś wyrok wydaje niezawisły sąd.

„Sędzia śledczy” to zatem dziwna z naszego punktu widzenia hybryda – czy chodzi o jednego sędziego, który najpierw kogoś oskarża, a potem wydaje w jego sprawie wyrok? Oczywiście nie. Aby zrozumieć jego funkcję, trzeba sięgnąć do hiszpańskiego kodeksu postępowania karnego (Ley de Enjuiciamiento Criminal, LEC) z 14 września 1882 roku. Tak, tak, dobrze widzicie – ustawa ta niedawno obchodziła swoje 140. urodziny. Oczywiście, niewiele pozostało z jej oryginalnego kształtu, ale w ten sposób łatwiej zrozumieć niektóre mechanizmy czy terminologię niezbyt przystającą do standardów nowoczesnego procesu karnego.

Zgodnie ze wskazanym kodeksem, sędzia śledczy odpowiada za wstępną fazę postępowania karnego, tj. fazę śledczą. Zakres jego kompetencji jest wyznaczony m.in. artykułami 299 oraz 771.1 LEC i zasadniczo koncentruje się na poszukiwaniu przesłanek dotyczących analizowanych czynów, badania ich ewentualnego charakteru przestępczego oraz ustaleniu ewentualnych osób odpowiedzialnych.

Podsumowując – sędzia śledczy w istocie nie jest sędzią w naszym rozumieniu tego słowa, a już na pewno nie pełni roli sądu. Nie wydaje wyroku, nie decyduje o winie oskarżonych ani o ich karze… jeżeli na obecnym etapie postępowania przeczytacie gdzieś informację o „orzeczeniu sądu”, to niestety zwyczajnie jesteście wprowadzani – świadomie lub nie – przez jej autora w błąd.

Zagadka 39 kilogramów - kokaina czy cukier i mąka?

Oczywiście powyższy wywód nie ma na celu bagatelizowania znaczenia działań podejmowanych przez sędziego śledczego. To bowiem od niego będzie zależeć, czy sprawa ostatecznie trafi na wokandę, kto zasiądzie na ławie oskarżonych i co będzie mu zarzucane. Jego rola w sprawie jest rzecz jasna bardzo istotna, ale wsystko, co zrobi podlega następczej kontroli sądu. Z tego względu, warto przedstawić, jak postępowanie karne może przebiegać w praktyce.

Sędzią śledczym prowadzącym sprawę Negreiry jest pan Joaquín Aguirre López. Bynajmniej nie jest to postać anonimowa w Hiszpanii – opisy prowadzonych przez niego spraw można znaleźć chociażby na Wikipedii (tutaj). Ma on na koncie kilka postepowań o znaczeniu politycznym, które latami rozgrzewały opinię publiczną na Półwyspie Iberyjskim. Spośród nich warto zwrócić szczególną uwagę na sprawę Macedonii (w języku hiszpańskim słowo to oznacza nie tylko nazwę kraju, ale i sałatkę owocową).

Moim skromnym zdaniem wkrótce obejrzymy na ten temat serial na jednej z platform streamingowych, natomiast na chwilę obecną oprę się na artykule La Sexta o wymownym tytule „Sąd w Barcelonie upokarza sędziego [śledczego] sprawy Macedonii” (cały tekst dostępny tutaj). Oddajmy głos dziennikarzowi: „Po niemal 13 latach fazy śledczej postępowania, ten rzekomy przypadek policyjnej korupcji i przemytu narkotyków, w którym oskarżonych było dziesiątki funkcjonariuszy Guardia Civil, funkcjonariusze Policji oraz Mossos d’Esquadra, zakończył się wyrokiem uniewinniającym (lub umarzającym postępowanie) dla wszystkich agentów policyjnych, a także dla domniemanego szefa spisku, przedsiębiorcy i współpracownika policji. (…) Przed trzynastoma laty Guardia CIvil przechwyciła w Barcelonie rzekomego „muła” za kierownicą samochodu załadowanego 40 paczkami o wadze 1 kg każda, w których znajdowała się substancja przypominająca kokainę. Laboratorium policyjne stwierdziło, że tylko jedna z tych paczek zawierała narkotyk. W reszcie były cukier oraz mąka. Sędzia [śledczy] w to nie uwierzył i wpadł na pomysł (dalej nie wiadomo skąd), że funkcjonariusze zatrzymali narkotyk na własny użytek i podmienili go w 39 paczkach. (…) Sąd [w wyroku] uznał, że sędzia [śledczy] działał prospektywnie, bez przesłanek, z grupą funkcjonariuszy na swoje rozkazy, postępując w sposób „akrytyczny”. Aguirre założył podsłuchy w 80 telefonach i przechwycił tysiące rozmów w sposób „bezużyteczny i bezpodstawny”. Z tego względu, sąd stwierdził nieważność dziesiątek postanowień o przeszukaniu, zatrzymaniu i oskarżeniu”.

Ktoś może powiedzieć, że to tylko opinia jednego dziennikarza. Zachęcam do samodzielnego zapoznania się z treścią samego orzeczenia sądu (tutaj) albo chociaż przesłuchania sześcioodcinkowego podcastu, który na ten temat nagrała Cadena SER, tytułując materiał „Sprawa Macedonii – Historia pościgu” (tutaj).

Transport sprzętu dla włoskiej reprezentacji, a Negreira funkcjonariuszem publicznym

Chciałbym, żeby jedna rzecz wybrzmiała jasno. Nie chodzi mi bynajmniej o zdyskredytowanie sędziego śledczego Joaquína Aguirre. Jestem pewny, że to doświadczony prawnik, z pewnością dużo sprawniej poruszający się po meandrach hiszpańskiej procedury karnej niż ja. Jeżeli jednak na co dzień uznaję, że jestem godny aby chociażby polemizować w sprawach piłki nożnej z Xavim Hernándezem, to tym bardziej przyznaję sobie stosowny mandat i tutaj – zwłaszcza, że zupełnie niespodziewanie sędzia śledczy opuścił postępowanie karne i trafił na grunt dziedziny, którą to ja zajmuję się zawodowo od lat.

Na wstępie należałoby jednak zastanowić się, co jest takiego przełomowego w tym, że sędzia śledczy uznał Enriqueza Negreirę za funkcjonariusza publicznego. Dlaczego takiej tezy nie postawiła już prokuratura w akcie oskarżenia? Dlaczego pojawiła się ona dopiero po kilku miesiącach śledztwa? Zastanówcie się przez chwilę sami – skoro w sprawie póki co nie mamy nowych dowodów, to dlaczego dopiero sędzia śledczy Aguirre doszedł do wniosku, że może nie chodzić o korupcję sportową, a o łapownictwo?

Najprościej mówiąc – dlatego, że ta koncepcja jest nad wyraz kontrowersyjna. Zgodnie z art. 24 ust. 2 hiszpańskiego Kodeksu karnego, „za funkcjonariusza publicznego uważa się wszystkich tych, którzy z powodu bezpośredniego upoważnienia ustawowego lub wyboru albo mianowania przez odpowiedni organ, uczestniczą w sprawowaniu funkcji publicznych”. Skoro zatem Enriquez Negreira jest funkcjonariuszem publicznym, to mianujący go organ – hiszpańska federacja piłkarska, RFEF – musiałaby być „odpowiednim organem” (publicznym). Zgodnie zaś z informacjami dostępnymi na stronie samej federacji, jest ona „organizacją prywatną, choć o użyteczności publicznej” (opis zaczerpnięty stąd).

Co doprowadziło zatem sędziego śledczego Aguirre do konkluzji, że RFEF można przypisać status podmiotu publicznego, a Enriquezowi Negreirze funkcjonariusza publicznego? Oparł się on na orzeczeniu Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej z dnia 3 lutego 2021 roku w sprawach połączonych C-155/19 i C-156/19 FIGC et Consorzio Ge.Se.Av. e.a. I o ile we wskazanym wyroku rzeczywiście znajdziemy stwierdzenie TSUE, że włoska federacja piłkarska (FIGC) może być w określonych warunkach uznana za podmiot publiczny, to warto wskazać, w jakim kontekście ono zapadło.

Tutaj zaś przechodzimy do wspomnianej wcześniej przeze mnie problematyki, będącej moją specjalizacją, czyli prawa zamówień publicznych. Najkrócej mówiąc, w tej sprawie TSUE oceniało, czy włoska federacja piłkarska może zostać uznana za podmiot publiczny z punktu widzenia właśnie przepisów przetargowych – a w konsekwencji, w jakim trybie ma przeprowadzić postępowanie na usługi transportu sprzętu dla kadry narodowej. Nie zagłębiając się zbytnio w tę kwestię (choć jeżeli czyta to przedstawiciel jakiejś firmy, która chciałaby móc powalczyć chociażby o zamówienia udzielane przez PZPN, to służę pomocą), z pełną odpowiedzialnością mogę powiedzieć, że konkluzja ta jest pozbawiona znaczenia dla postępowania karnego – w istocie chodzi tutaj bowiem o ustalenie, czy federacje piłkarskie mogą być uznane za „osoby prawne utworzone w szczególnym celu zaspokajania potrzeb o charakterze powszechnym niemających charakteru przemysłowego ani handlowego”.

Wierzcie lub nie, ale zdarzyło mi się w życiu napisać kilkanaście opinii prawnych dokładnie w tej sprawie. Jakie podmioty zwyczajowo podlegają pod tę kategorię? Na przykład niektóre samorządowe spółki. Podążając zatem konsekwentnie za sędzią śledczym Aguirre, jeżeli taki podmiot ma status „podmiotu publicznego”, to status funkcjonariusza publicznego posiadałby na przykład, po spełnieniu określonych warunków, pracownik miejskiego przedsiębiorstwa wodociągów i kanalizacji. Ewentualne obrażenie takiej osoby wypełniałoby zaś znamiona przestępstwa z art. 226 ust. 1 Kodeksu karnego, czyli znieważenia funkcjonariusza publicznego.

Absurdalne? Cóż, należy jeszcze dodać, że śmiała teza sędziego śledczego Aguirre nie tylko została oparta na pominięciu kontekstu wyroku TSUE, ale wręcz wprost ignoruje jego podstawowe założenia. Zgodnie ze wskazanym wyrokiem (dostępnym tutaj), jednym z kluczowych aspektów dla uznania federacji za podmiot publiczny jest podleganie przez nią kontroli organu administracji publicznej, „w tym znaczeniu, że organ ten powinien mieć możliwość wpływania na [jej] decyzje”. Czy taka sytuacja ma miejsce w przypadku RFEF, a szerzej – Komitetu Technicznego ds. Arbitrów (CTA)? Moim zdaniem choćby niedawna sprawa Rubialesa odpowiedziała nam na to pytanie, zresztą w sposób jedyny możliwy do pogodzenia z wymaganiami FIFA oraz UEFA co do niezależności federacji piłkarskich.

Co na to eksperci?

Oczywiście, nikomu nie każę wierzyć mi na słowo, zwłaszcza, że zdaję sobie sprawę, że z góry nie zostanę uznany za najbardziej obiektywną osobę w tym temacie. Oddajmy zatem głos ekspertom, czyli prawnikom specjalizującym się w hiszpańskim prawie karnym.

Muszę jednak poprzedzić ich opinie pewną dygresją – w ostatnim czasie można zaobserwować dyskredytowanie pojawiających się w mediach ekspertów prawnych na podstawie tego, że ktoś wypowiadał się publicznie o danej sprawie, a następnie jej wynik okazał się inny niż ten przez niego przewidywany. Ekspert „pomylił się”, więc nie warto go już nigdy słuchać (a już na pewno nie warto tego robić, gdy sami mamy inną opinię). Solidarność zawodowa nakazuje mi jednak zareagować i przypomnieć, że prawnik pytany o daną sprawę nie zna w szczegółach jej akt. Jeżeli ktoś na podstawie informacji wyczytanych w mediach powie w marcu, że nie widzi podstaw do skazania, to będzie niekompetentny, gdy w grudniu okaże się, że rzeczywiście zgromadzone dowody wyglądały zupełnie inaczej? Zresztą, prawo to nie matematyka - może po prostu dojść do tego, że sędzia wydający wyrok będzie miał inny pogląd na daną kwestię prawną niż wypowiadający się w sprawie ekspert. Przenosząc to na terminologię sportową: czy jeżeli telewizyjny ekspert powie, że w danym meczu powinien zagrać zawodnik X, a trener wystawi zawodnika Y, to znaczy, że ekspert „się pomylił” i zdyskredytować wszystkie jego kolejne poglądy?

Przechodząc zaś po tej dygresji do konkretnych opinii prawników – nie udało mi się znaleźć żadnego, który podzielałby interpretację sędziego śledczego Aguirre. Jeżeli ktoś taką dysponuję, proszę o podesłanie, dorzucę ją do tekstu. Wszyscy pytani o sprawę w mniej lub bardziej dobitny sposób poddawali w wątpliwość jego nowatorską koncepcję.

- Carlos Barceló, adwokat specjalizujący się w procedurze karnej, pytany przez Cadena SER, stwierdził, że „w Hiszpanii federacje sportowe są organizacjami prywatnymi, nawet jeżeli mają charakter publiczny”. Dodatkowo zauważył on, że „skoro nie istnieje przestępstwo naruszenia nietykalności funkcjonariusza publicznego, gdy zaatakuje się arbitra, to obrońcy mogliby wykazać, że [Negreira] nie jest funkcjonariuszem publicznym”. Ponadto, stwierdził, że widzi wewnętrzną sprzeczność w decyzji sędziego śledczego, bowiem „albo coś jest łapownictwem albo korupcją sportową, ale nie można kogoś skazać za obie te rzeczy” (pełna wypowiedź dostępna tutaj),  

- Jorge Vaquero, adwokat cytowany przez madrycki AS, zaznaczył, że „uznanie, że pracownik federacji jest funkcjonariuszem publicznym jest bardzo nietypowe, bowiem RFEF, jak inne federacje sportowe, jest organizacją prywatną”. Następnie, co prawda zauważając przesłanki, które doprowadziły sędziego śledczego Aguirre do tej konkluzji, stwierdził on, że „jest to sprawa skomplikowana prawnie, która na pewno będzie miała dalszy ciąg, bo nie jest to kwestia niewątpliwa” (pełna wypowiedź dostępna tutaj),

- Emilio Cortes, profesor prawa karnego konsultowany przez COPE, mocno skrytykował sędziego śledczego Aguirre, zauważając, że „to, co próbuje zrobić sędzia śledczy, a jest zupełnie nie do utrzymania, to rozszerzenie zakresu śledztwa, mówiąc <<dobrze, wymyślam sobie, że ten pan jest funkcjonariuszem publicznym i dlatego może być winny łapownictwa, a przez to mogę już zrobić wszystko>>” (pełna wypowiedź dostępna tutaj).  

Prawnicza rezerwa czy chłopski rozum?

Na ostatnim z cytowanych prawników chciałbym się zresztą na chwilę zatrzymać. Jakiś czas temu, pewna grupa osób, której nie podobają się jego dobitne wypowiedzi w tej sprawie, oskarżyła go o… bycie socio FC Barcelony. Zupełnie nie przeszkadzało im w tym to, że w rzeczywistości Cortes jest osobą związaną z Cádiz, był nawet sekretarzem zarządu tego klubu, a od lat mieszka i pracuje w Extremadurze. Ba, wymyślono nawet jego rzekomy numer socio FC Barcelony, pomijając fakt, że ten zmienia się co roku. Tweet przypisujący Cortesowi ten rzekomy numer socio FC Barcelony widziało niemal 100.000 ludzi - sam kilkukrotnie spotkałem się z jego bezrefleksyjnym powielaniem również przez polskie konta.

Ze swojej strony przyznam zaś szczerze, że zagłębiając się w cały kontekst działań sędziego śledczego Aguirre, w efekcie których powstał ten tekst, trudno mi się z ekspertem COPE nie zgodzić. Zrozumiem, jeśli uznacie to za brak obiektywizmu, ale nie sposób oprzeć się wrażeniu, że sędzia śledczy na chwilę obecną, delikatnie mówiąc, nie prowadzi postępowania karnego w najbardziej rygorystyczny i zgodny z zasadami procesowymi sposób, a swoje działania podpiera nie przepisami prawa, a „zdrowym rozsądkiem”. Póki co, nie można nie oprzeć się wrażeniu, że Joaquín Aguirre jest przekonany, że w sprawie coś „śmierdzi” i za wszelką cenę próbuje dopasować ten zapach do konkretnej, zalegającej z tyłu lodówki potrawy. Ja wprawdzie w pełni podzielam odczucia nosa sędziego śledczego, ale postępowanie karne prowadzi się odwrotnie: najpierw znajdujesz zepsute jedzenie, a potem docierasz do tego, czemu się zepsuło. 

Świadczy o tym nie tylko cała historia związana z uznaniem Enriqueza Negreiry za funkcjonariusza publicznego, ale także ostatnie, niezwykle mocne jak na rolę sędziego śledczego wypowiedzi dotyczące wniosku FC Barcelony o przyznanie jej statusu oskarżyciela prywatnego w zakresie przestępstwa działania na szkodę klubu przez kolejnych prezesów. W uzasadnieniu postanowienia odmawiającego Barçy takiego prawa, Joaquín Aguirre w istocie wręcz utożsamia Joana Laportę z klubem, traktując te podmioty wymiennie (wywody te są dostępne tutaj, zaś komunikat klubu można przeczytać tutaj). Jest to zupełne zignorowanie podstawowych zasad prawa spółek – dla każdego chyba oczywiste jest, że wniosek złożyła FC Barcelona, podmiot mający odrębną osobowość prawną i będący własnością jej socios, zaś prezes klubu pełni rolę wyłącznie ich przedstawiciela. Wszelkie wywody o „etyce” są tutaj nie na miejscu – przecież to nie sam Laporta chce być oskarżycielem w sprawie Bartomeu i Rosella, tylko jako aktualny prezes klubu domaga się, aby ten status przyznać FC Barcelonie. Akt oskarżenia zawiera zaś zarzut działania przez kolejnych zarządzających na szkodę klubu i Joaquín Aguirre powinien badać również ten wątek.

Nie wchodząc głębiej w ten temat, trudno zrozumieć argumentację sędziego śledczego, bo w żaden sposób nie odnosi się w niej do jedynego przypadku korupcji sportowej badanego przez hiszpański Sąd Najwyższy, tj. sprawy Osasuny, w której wydarzyło się dokładnie to, czego domaga się obecnie w tym zakresie Barça - klub został uznany wcale nie za podmiot winny, a poszkodowany nieuczciwymi działaniami swoich zarządzających (z uzasadnieniem wyroku w tej sprawie można zapoznać się tutaj).

Epilog

Z postawieniem w sprawie zarzutu łapownictwa wiąże się jedna, potencjalnie niezwykle ciekawa konsekwencja. Oprócz ułatwionego ciężaru dowodowego, należy zaznaczyć, że procesy dotyczące tego przestępstwa w Hiszpanii sądzone są z udziałem ławy przysięgłych. O ile zatem z reguły wyobrażenia rodem z amerykańskich filmów i seriali można w europejskim porządku prawnym wyrzucić do kosza, tak tutaj rzeczywiście może się nam trafić prawdziwy dramat sądowy… choć gatunkowo pewnie bliżej będzie mu do tragikomedii.

Nie chcąc bowiem wchodzić w teorię postępowania karnego i dyskusje o wyższości systemu z profesjonalnymi sędziami nad tego, w którym decyzję o winie podejmują przysięgli, tym razem to ja odwołam się do „chłopskiego rozumu”. Jak myślicie, czy po kilku lub kilkunastu kolejnych miesiącach prowadzenia postępowania, w Hiszpanii znajdzie się choć jedna osoba, która nie będzie miała zawczasu wyrobionego zdania w tej sprawie? Obawiam się, że niestety proces zamieni się w farsę i wyszukiwanie przez sztaby młodszych prawników i medialnych stażystów informacji na temat preferencji futbolowych poszczególnych przysięgłych, czy wręcz ich rodzin i znajomych.

Na chwilę obecną jednak w dalszym ciągu znajdujemy się na wstępnym etapie postępowania karnego. Zdaję sobie sprawę, że spora część reakcji na ten tekst będzie sprowadzać się od oskarżeń o próbę wybielenia czy usprawiedliwienia FC Barcelony, jako klubu, któremu kibicuję. Namawiam Was jednak najpierw do znalezienia w tym artykule choć jednego stwierdzenia oceniającego, czy Barça jest winna, czy niewinna zarzucanych jej czynów. Moje zdanie pozostaje w tym zakresie niezmienne i dlatego spokojnie mogę przekleić konkluzję tekstu, który pisałem w marcu: „jesteśmy dopiero na wstępnym etapie procesu i sytuacja może zmieniać się bardzo dynamicznie, a konkretne dowody – te wspomniane powyżej lub inne – mogą się jeszcze pojawić”.

Celem niniejszego tekstu nie jest zatem przekonanie kogokolwiek o winie FC Barcelony w sprawie lub jej braku. Uczciwie mówiąc, nie mam w tym po prostu żadnego interesu - zdaję sobie sprawę, że miałoby to podobny sens jak namawianie kogoś do głosowania na określoną opcję polityczną w niedzielnych wyborach. Uznałem natomiast, że przedstawienie kontekstu ostatnich działań sędziego śledczego może być przydatne do wyrobienia sobie własnej opinii, zaś przerwa reprezentacyjna jest ku temu idealnym czasem – nie sposób to bowiem zrobić, gdy co kilka dni jesteśmy bombardowani non stop nowymi informacjami, a uwierzcie, że dogłębne zweryfikowanie argumentacji prawnej sędziego śledczego trwa nieco dłużej niż podanie bombazo pomiędzy kolejnymi plotkami transferowymi.

Nie mam zresztą złudzeń, że wkrótce media odtrąbią w sprawie kolejny „przełom” (mogłoby nim być na przykład oskarżenie także Joana Laporty), bo od początku sprawy Negreiry oglądamy serial wypuszczany w odcinkach. A chyba nikt nie ma wątpliwości, że rozważanie „kto zabił” przed ostatnim epizodem może prowadzić do bardzo błędnych wniosków.

REKLAMA

Poleć artykuł

Komentarze (23)

Aby dodawać komentarze, musisz być zalogowany.
Uwaga: Ze względu na ochronę prywatności, komentarze nie ładują się automatycznie. Kliknij przycisk poniżej, aby je wyświetlić.
Załaduj komentarze