Barcelona sprowadziła Ramosa Mingo w lutym 2020 roku na zasadzie wolnego transferu. Była to kolejna operacja z myślą o przyszłości, ponieważ obrońca nie rozegrał w barwach Boca Juniors ani jednego oficjalnego spotkania. Mimo to argentyński klub pozwał Blaugranę, domagając się odszkodowania, ponieważ twierdzono, że gracz wciąż był z nim związany. Sąd przyznał jednak rację Barcelonie, która musiała zapłacić jedynie ekwiwalent za wyszkolenie Mingo (choć sprawa do dziś toczy w Trybunale Arbitrażowym ds. Sportu). Problemy formalne sprawiły, że zawodnik do końca sezonu 2019/2020 już nie zagrał, a dopiero w barażach o awans zasiadł na ławce rezerwowych.
Mimo tych problemów Mingo zdołał zrobić korzystne wrażenie na Ronaldzie Koemanie w trakcie presezonu 2020/2021. Argentyńczyk został nawet powołany na pierwsze trzy spotkania ligowe pierwszego zespołu. Nie udało mu się zadebiutować, a w hierarchii wyżej byli starsi gracze - Ronald Araujo i Oscar Mingueza. Mingo później nie mieścił się już w kadrze meczowej, a ponadto przez dwa miesiące zmagał się z kontuzją. Nie było to jedyne niepowodzenie obrońcy, który zmarnował kluczową jedenastkę w kolejnych barażach, gdy Barcelona B walczyła z UCAM Murcia o awans. Ponadto pozytywny wynik testu na obecność koronawirusa opóźnił jego dołączenie do pierwszego zespołu podczas obecnego presezonu.
Mingo pokazywał jednak, że potrafił się podnieść po niepowodzeniach, i teraz znów ma szansę na przekonanie do siebie Koemana. Sport wymienił wady i zalety 19-latka. Dla Barcelony korzystne może być to, że jest lewonożnym stoperem, zwłaszcza gdyby odeszli Samuel Umtiti i Clement Lenglet, a klub nie sprowadziłby nikogo w ich miejsce. Mingo dobrze ustawia się do krycia, potrafi grać w powietrzu, jest szybki i ma charakter weterana. Ma jednak pewne problemy z wyprowadzaniem piłki i z pewnymi aspektami taktycznymi, właściwymi dla Barcelony. W najbliższym czasie Mingo będzie mógł pokazać Koemanowi swoje dobre strony i spróbować pójść drogą Araujo i Minguezy.
Komentarze (4)