Finał Pucharu Króla okiem Johana Cruyffa. Mógł wygrać każdy

majik, challenger

26 kwietnia 2011, 15:49

Brak komentarzy
Tym razem zamiast tradycyjnego felietonu, Johan Cruyff napisał po prostu podsumowanie meczu finałowego Pucharu Króla. Konwencja inna niż zwykle, ale w stylu, który doskonale już znamy. Na łamach El Periódico artykuł ukazał się 22.04.

Futbol jest przepełniony, szczególnie w momencie oceny tego co się stało, frazesami i prostymi uogólnieniami. Finał na Mestalla spotkał się z wieloma z nich. Mam inne zdanie. Wiedzą państwo, 90 minut dla każdej drużyny, ten kto popełnia błędy przegrywa, więcej tu emocji niż prawdziwej gry... ale jedna rzecz pozostaje niewątpliwa: oba zespoły, w przeciwieństwie do Gran Derbi ligowych, wyszły na boisko po wygraną. Nie było naturalnie już innego wyjścia, ale należy się pochwała wszystkim uczestnikom tego finału. Postarali się, aby była to zacięta gra, która będzie się podobać.

1. Barça straciła pierwsze 45 minut

Po pierwsze, ogromna pochwała dla Realu Madryt za to, że w przeciwieństwie do sobotnich Gran Derbi na Bernabéu, wyszedł na murawę i grał od pierwszych minut. W drugiej połowie, z niejasnych powodów, pozostał już nieco w tyle, drużyna sprawiała nawet wrażenie zmęczonej. Jednak na koniec okazało się, że wcale tak nie było, a cofnięcie się w drugiej połowie było spowodowane innymi czynnikami.

Patrząc na mecz całościowo, trzeba przyznać, że Blancos wcale nie stali bezczynnie i robili wiele, aby wygrać ten mecz.

Mourinho utworzył dwie linie o długości pięciu metrów. Szczególnie pierwsza, znajdująca się dziesięć metrów przed i za Barçą, spowodowała, że podopieczni Guardioli utknęli na bardzo małym odcinku boiska. Uniemożliwiło im to granie "swojego" futbolu.

Jedna rzecz była jasna od samego początku: Madryt rozpoczął grę, rozpoczął gonitwę za tytułem, jeszcze przed meczem. Natomiast Barcelona obudziła się dopiero po pierwszych 45 minutach.

2. Barcelona zawiodła na końcu

Po pierwszej połowie, przepełnionej bardziej emocjami, gwałtownością, siłą fizyczną i taktyką niż futbolem - Real Madryt zdecydował się na krok do tyłu. Być może Katalończycy pomyśleli, że jest to kwestia zmęczenia. Jeśli tak to odczytali - pomylili się. Na szczęście, w tym momencie pojawił się Pedro. Mimo że dawno nie widzieliśmy na boisku iskry jaką potrafi wnieść do gry, w tamtym momencie meczu dzięki niemu pojawiła się w drużynie dobra dynamika.

Dokładnie w tym samym czasie, w tej fazie, Barça przejęła kontrolę nad meczem. Jednak - jak to bywa w ostatnich miesiącach - drużyna nie trafia do bramki z taką łatwością jak wcześniej. Nie mówię tutaj o goleadach, o pięciu bramkach w jednym meczu. Nie. Mówię o decydujących golach, o zimnej krwi, o ogniu, który zniknął gdzieś w grze Villi; czy też o akcjach niekończonych przez Messiego.

3. Przed nami najlepszy czas sezonu

Po Gran Derbi na Bernabéu ktoś, nie powiem kto, stwierdził, że ten mecz nie służył niczemu; a nawet, choć Real przegra tytuł ligowy, że należała się Królewskim największa owacja sezonu... Cóż, to pewien sposób zadośćuczynienia wysiłkowi, który włożyli Blancos, aby w dziesięciu przeżyć starcie z najlepszymi.

Musimy jednak przyznać, że właśnie tam, w Madrycie, Barça umocniła swoją pozycję jako lidera, tytuł ma praktycznie w swoich rękach. Finał Pucharu Króla służył temu, aby Real zdobył swoją pierwszą nagrodę, swoistą rekompensatę - bo czy też podoba nam się ich futbol czy nie, Real zasługuje na nagrodę. Mniejszej wartości? Nie, nie. Puchar to wielka nagroda, Copa to wspaniałe rozgrywki, bardzo efektowne. Teraz przed nami półfinały Ligi Mistrzów, dwa starcia.

Ale to właśnie tutaj zobaczymy, która z tych dwóch wielkich drużyn jest prawdziwym mistrzem. Dopiero Liga Mistrzów zadecyduje o tym, kto panuje w Hiszpanii.


[źródło: El Periódico]
REKLAMA

Poleć artykuł

Komentarze (0)

Uwaga: Ze względu na ochronę prywatności, komentarze nie ładują się automatycznie. Kliknij przycisk poniżej, aby je wyświetlić.
Załaduj komentarze