Henry: Potrzebowałem nowego wyzwania (wywiad cz. 1)

challenger

24 kwietnia 2011, 01:41

Brak komentarzy
Były napastnik Arsenalu, Barcelony i reprezentacji Francji cieszy się swoim życiem w Stanach i liczy, że jego obecny klub, New York Red Bulls, po porażce już w pierwszej rundzie zeszłorocznych play offów, zajdzie znacznie wyżej w bieżącym sezonie MLS.

Początek kariery Francuza na Camp Nou upłynął pod znakiem poważnych problemów osobistych - rozwodu z żoną, bolesnego rozstania z córką, samotności w Hiszpanii. Swoje zrobiła też konieczność aklimatyzacji w nowym klubie i otoczeniu. Wszystko to dodało się do cechującej go od zawsze skrytości, małomówności, wręcz - tajemniczości. Nigdy nie był typem celebryty, stronił od mediów. Dość powiedzieć, że przez wszystkie trzy lata, jakie spędził w Barcelonie tylko raz autoryzował wywiad dla "Sportu"; najczęściej porozumiewał się z fanami przez media klubowe bądź za pośrednictwem "L'Equipe". Co oczywiste, mediów katalońskich nigdy mu nie zjednywało.

Wydawało się, że "przemawia", otwiera się wyłącznie na boisku i... treningach. Swoim najlepszym przyjacielem w klubie nazywał go Bojan, z którym Henry nie raz zostawał po treningu. Sam Henry przy każdej możliwej okazji mówił o swoim podziwie dla talentu i osobowości Leo Messiego. Znane było też znakomite relacje łączące Francuza z Eto'o.

Choć wywiadów częściej niż mediom hiszpańskim, udzielał nawet mediom brytyjskim, to zawsze podkreślał, że w stolicy Katalonii czuje się szczęśliwy i spełniony sportowo. [KLIK!] Obserwując jego wypowiedzi na przestrzeni ostatnich miesięcy - nie była to wtedy dyplomacja czy czysta kurtuazja; szczery szacunek i wdzięczność Barcelonie nadal są silnie obecne w jego publicznych wypowiedziach. Być może nigdy nie poznaliśmy Henry'ego-barcelonisty, lecz kilka miesięcy po jego odejściu nadarza się okazja, by choć trochę to nadrobić.

Francuz opowiada nie tylko o różnicach w europejskiej i amerykańskiej mentalności, ale także okolicznościach i motywach swojego odejścia z Barcelony, El Clásico, podobieństwach pomiędzy Barçą a Arsenalem. No i w Stanach może bez problemu wybrać się do kina...

Przy okazji przedsezonowego (MLS startowała w tym roku 15.03.) zgrupowania NY Red Bulls w Fort Lauderdale, FL, Henry znalazł czas w ostatni weekend lutego by udzielić obszernego wywiadu dziennikarzowi sekcji sportowej Reutersa, Simonowi Evansowi. Miał on miejsce blisko dwa miesiące temu, ale nie stracił nic na aktualności. Niemal w całości toczy się wokół wątków niejako ponadczasowych i choć niekiedy schodzi na kwestię być może odległe z naszego punktu widzenia - to powinien stanowić ciekawą lekturę dla każdego cule.

Tuż przed pierwszym pytaniem, w lobby hotelu, jeden z najbardziej utytułowanych czynnych piłkarzy świata został zagadnięty przez jednego z hotelowych gości. Kojarzył on Henry'ego z filmu dokumentalnego o rasizmie w sporcie. Przyzwyczajony do bezpośredniości Amerykanów, Henry uciął sobie z nim krótką kurtuazyjną pogawędkę. Na koniec został tylko zapytany o nazwisko...


S.E.: Takie sytuacje, gdy ktoś nie zna Twojego nazwiska, muszą być dla Ciebie miłe? Trudno mi sobie wyobrazić, by ktoś nie poznał Cię w Twoim kraju?

T.H.: To miłe, to prawda... Zupełnie nie przeszkadza mi to, że jestem nierozpoznawalny. Powiem więcej, bardzo to lubię. Jakiś czas temu, gdy akurat nie mieliśmy treningu - miałem cały dzień dla siebie. Zjadłem śniadanie w hotelu i po prostu poszedłem po nim do kina, jak każdy inny człowiek i to było fantastyczne... [Po doświadczeniach z Europy] To odświeżające.


Gdy zdecydowałeś się opuścić Barcelonę na rzecz MLS, było wiele opinii, że wybierasz MLS jako miejsce "spokojnej starości". Czy ludzie wciąż dają Ci to odczuć?

Gdy wracam do domu*, mnóstwo ludzi ma tendencję do - dokładnie tak jak mówisz - deprecjonowania poziomu MLS. Ale, widzisz, gdy przyjeżdżają tu europejskie kluby w okresie przedsezonowym - to całkiem często przegrywają lub męczą się by wywieźć korzystny rezultat. Mecze ze sparingpartnerami z MLS nie są dla nich spacerkiem, nie są jednostronne. Tak, wiem, że to tylko pre-sezon, ale dawniej te wyniki były wyższe, klubom z Europy wygrywało się łatwiej. To się zmienia, gdy spojrzysz na wyniki takich meczów z poprzednich lat. Naturalnie, jak wspomniałem, kluby z Europy są w nich w fazie przygotowań do sezonu, nie grają "na full", ale to zjawisko na tyle powszechniejsze, że trudno mówić o przypadkowości.

Gdy pojawiłem się w MLS, ludzie mówili mi bym nie oczekiwał za wiele, że poziom jest niższy niż w Europie itd. Ale pamiętam mecz z Realem Salt Lake - nie mieliśmy za wielu okazji by dotknąć piłki; Dallas, L.A. Galaxy - to samo; odpadliśmy z San José... Ta liga gra piłką, ciekawie, kreatywnie i to jest dobry futbol. Poza tym, macie w MLS wielu naprawdę interesujących piłkarzy.


Czyje umiejętności najbardziej przykuły Twoją uwagę?
Choćby Jamajczyk Omar Cummings [28-letni napastnik; nigdy nie grał w Europie, choć w styczniu tego roku interesowała się nim Aston Villa]. Gdy graliśmy u siebie z jego Colorado, zdobył fenomenalną bramkę... Chłopaki z Salt Lake, [Kyle] Beckerman, ich argentyński rozgrywający [Javier] Morales, oczywiście Landon Donovan... Nie byłem zaskoczony, lecz zadowolony widząc poziom tych drużyn i obserwując grę naprawdę dobrych piłkarzy, jakich w Lidze nie brakuje.

Ludzie uważali, że przechodzę do Red Bulls, bo w swoim ostatnim sezonie w Barcelonie nie dostawałem wystarczającej ilości minut. Tymczasem ja chciałem transferu do MLS już po zdobyciu Ligi Mistrzów w 2009 roku. Chodziło jednak o reprezentację - wciąż byłem jej członkiem i nie chciałem tworzyć sytuacji, w której stale kursuję pomiędzy kontynentami z powodu powołań. Te podróże byłyby kłopotliwe. Nie chciałem stawiać klubu tu w sytuacji, że jestem w rozjazdach, opuszczam mecze i tak dalej. To trzymało mnie tam.

Ale oferty pojawiały się już od czterech lat, mówiło się o tym, oczywiście dla mnie to też nie był pomysł ad hoc... Myślałem o transferze do MLS od bardzo długiego czasu. Szczególnie do Nowego Jorku. Ktoś mógłby stwierdzić "Aaa, pewnie chciał po prostu wyjechać i zamieszkać właśnie tu", ale gdyby chodziło wyłącznie o chęć zamieszkania w Nowym Jorku - przecież mogłem sobie na to pozwolić już dawno.

Zaimponował mi sam klub. Red Bulls to znakomita organizacja, nowy wspaniały stadion, ambitne plany, żądza zwycięstw... Po prostu chciałem dołączyć do konkurencyjnej drużyny, podjąć nowe wyzwanie. To mnie tu przyciągnęło.


A nie chodziło też o to, że Ameryka wciąż jest, w pewnym sensie, lądem niepodbitym przez piłkę nożną i nie pociągało Cię, by odegrać jakąś rolę w popularyzowaniu tej dyscypliny?

Nie, choć wiem, że w takim kontekście ludzie będą zawsze postrzegać mnie, Rafę [Márqueza, oczywiście] Becksa, Donovana... Powszechnie się uważa, że promowanie piłki to tylko nasza sprawa, ale tak naprawdę w równym stopniu dotyczy to każdego piłkarza w Lidze, nas wszystkich. Razem musimy wznosić się na wyżyny swoich umiejętności, ciągle podwyższać poziom Ligi i pokazać wszystkim, że MLS "jest na poważnie". Weźmy na przykład Mecz Gwiazd [Jak każda liga profesjonalna w USA, MLS także ma swoją All Star Game ], OK, wiem, że to znów mecz towarzyski, ale to bez znaczenia; ten Mecz Gwiazd to przede wszystkim wielka szansa. Szansa na pokazanie wielkości tej Ligi, poziomu jej profesjonalizmu, najlepsza okazja by się wypromować.

To zależy od nas wszystkich, od Realu Salt Lake, od Dallas, Houston, Chicago Fire, D.C. United... Wszystkich klubów w lidze, by podnosić jej poziom, zarówno sportowy, jak i organizacyjny. Nie można tego zrzucać wyłącznie na wąską grupę tych "naturalnych podejrzanych"**, tylko dlatego, że są ze świecznika.

Koniec części pierwszej

* Przez cały wywiad mówiąc o "domu" - Henry ma na myśli Europę ogólnie rzecz biorąc, a nie konkretnie "swój" kraj. Specyfika rozmów z Amerykanami.
** W oryginale były napastnik Barçy posługuje się sformułowaniem: "usual suspects". Chodzi tu o grę słów, Henry nawiązał do tytułu znanego filmu "The Usual Suspects" (pl. "Zwykli podejrzani"; polski tytuł: "Podejrzani").

[źródło: Reuters Soccer Blog]
REKLAMA

Poleć artykuł

Komentarze (0)

Uwaga: Ze względu na ochronę prywatności, komentarze nie ładują się automatycznie. Kliknij przycisk poniżej, aby je wyświetlić.
Załaduj komentarze