Specjalnie dla FCBarca.com: Wywiad z członkiem zarządu Dídakiem Lee

Gołąbka&Robertinho

14 marca 2011, 16:47

Brak komentarzy

Podczas zeszłotygodniowej wyprawy do Barcelony na mecz z Arsenalem Londyn, udało nam się spotkać i przeprowadzić wywiad z członkiem zarządu FC Barcelona.

Dídac Lee, bo o nim mowa, to obecny dyrektor ds. innowacji technologicznych w klubie. W wieku 36 lat, został najmłodszym w historii członkiem zarządu FC Barcelona. Urodzony w Gironie, ale mający tajwańskie korzenie. Ponadto, założyciel i współudziałowiec dwóch międzynarodowych grup branży informatycznej. Wywiad odbył się 8 marca 2011 roku, na dwie godziny przed rozpoczęciem spotkania Barcelona - Arsenal.

Witaj, rozmowę chcielibyśmy rozpocząć od tematu wyborów prezydenckich. Byłeś członkiem kandydatury Sandro Rosella. Kiedy zadecydowałeś, by poprzeć jego osobę?

Witajcie. Przede wszystkim to nie ja wybrałem ich, tylko oni wybrali mnie, a to jest co innego. To dla mnie wielki zaszczyt, że pomyśleli o mnie. Znam Sandro od około dwóch lat, a zaproszenie do zespołu - nie do ewentualnego składu zarządu klubu - dostałem mniej więcej półtora roku temu. To było około października 2009 roku.

Dlaczego postanowiłeś przyjąć tę ofertę?

Kiedy poznałem Sandro w jego biurze, zobaczyłem że ma bardzo podobne poglądy do moich. Co więcej, kiedy spotykasz kogoś takiego samego jak ty - podobne zachowanie, sposób myślenia - było bardzo łatwo się porozumieć. Nadawaliśmy na tych samych falach.

Rosell szukał kogoś, kto zajmie się technologią w zespole - strona internetowa, portale społecznościowe. Zaoferował dołączenie do zespołu wraz z jego starszym bratem - Sergi Rosellem, który był odpowiedzialny za kampanie online. Współpracowaliśmy ze sobą, gdyż on ma bardziej marketingowy profil, a ja bardziej techniczny, dlatego nasze umiejętności się uzupełniały i stworzyliśmy wspaniały zespół.

Jakie są twoje wrażenia po pierwszych dziesięciu miesiącach pracy w zarządzie klubu?

Bycie w Barcelonie jest chyba najbardziej niesamowitą rzeczą, jaka mi się przytrafiła w życiu. Każdego miesiąca, każdego tygodnia, każdego dnia doświadczam tutaj wspaniałych przeżyć. Dla mnie Barcelona to nie tylko futbol, to coś zdecydowanie więcej. Piłka nożna jest jednym z jego wspaniałych elementów. Jeśli chodzi o mnie to lubię piłkę, ale nie jestem jej wielkim fanem. Zdecydowanie bardziej wolę koszykówkę. Kiedyś chodziłem na wszystkie spotkania, jeździłem na spotkania z drużyną. Kocham tę dyscyplinę.

Jednakże, najlepsza rzeczą dla mnie jest to, co może zrobić Barcelona dla ludzi: dla dzieci, kibiców, dla kraju, Katalonii. To niesamowite, bo poprzez małe rzeczy, Barça może być czymś wielkim dla kogoś innego.

Jakie jest Twój główny cel na tę kadencję, na te sześć lat?

Na sześć lat nie wiem, bo to bardzo odległy termin. Natomiast w ciągu najbliższych dwunastu miesięcy mam kilka pomysłów, które chcę zrealizować. Po pierwsze, chcemy poprawić system, w jaki Barça rozmawia ze swoimi kibicami i socios. Chcemy stworzyć platformę internetową, przez którą ludzie będą mogli dawać swoje pomysły, propozycje , opinie itp. Coś w rodzaju Web 2.0, ale nie będzie to typowa platforma społecznościowa. Po drugie, chcemy zmienić sposób w jaki dostarczamy informacje kibicom. Na przykład poprzez aplikacje komputerowe czy nową stronę internetową z lepszym wyglądem. Chcemy poprawić to przy użyciu nowych technologii internetowych.

To wszystko chcemy zrobić w ciągu dwunastu miesięcy. I to jest jedna strona, natomiast jest jeszcze druga, a konkretnie fundacja FC Barcelona, o której mało kto wie. Najważniejszą rzeczą dla mnie w tej kwestii jest sprawienie by była dużo bardziej popularna. Być może to jest właśnie najlepsza rzecz w klubie. Robi bardzo dużo dla dzieci i rzeczy ogólnie związanych z działalnością charytatywną, ale nikt sobie z tego nie zdaje sprawy. Większość uznaje Barcelonę za więcej niż klub, ze względu na historię i Katalonię - lata represji Franco itp. Dla mnie to nie ma trochę sensu, ponieważ składa się na to wiele rzeczy i jedną z nich jest właśnie fundacja. To smutne, że cała praca jaka jest wykonywana kończy się po osiągnięciu celu; nie ma praktycznie żadnego oddźwięku. Nie marnuje tu swojego czasu, pieniędzy, ani nie narzekam na bóle głowy, które mogę dostać od pracy. Chciałbym, by dawało to większy efekt i rozgłos.

Po trzecie, pomagam Ramonowi Cierco (dyrektor sektora sportowego, sekcji nieprofesjonalnych - przyp. red.) w zorganizowaniu meczu z drużyną rugby USAP Perpignan. Promuje to całe wydarzenie w mediach internetowych. Dlaczego? Ponieważ USAP to więcej niż klub podobnie jak Barca. Ich siedziba jest w Perpignan, czują się Katalończykami, bronią swojej katalońskiej tożsamości, ale są w tych działaniach sami. Perpignan znajduje się w północnej Katalonii, która jest już terenem należącym do Francji. Myślę, że jako kataloński zespół, powinniśmy im w tym pomóc i jest to kolejny powód, dla którego Barça jest więcej niż klubem.

Czuję się bardzo zmotywowany do działania także dlatego, że są to rzeczy, które nie są powiązane ze sportem. To wszystko pomaga promować Barcelonę na całym świecie i wspierać wszelkie inicjatywy związane klubem (np. charytatywne).

Jak widać jesteś zaangażowany w wiele rzeczy, ale masz również swoją firmę. Nie boisz się, że za około rok, może dwa, będziesz wyczerpany takim nakładem obowiązków?

Nie, nie. Pracuję po około 15 godzin dziennie. Kładę się spać o 2-3 w nocy, wstaję o 8 rano, ale daje mi to dużą radość. Jestem założycielem i jednym ze współudziałowców dwóch grup:Inspirit, która skupia w sobie osiem różnych firm; oraz Tradeinn działającą w sektorze e-commerce.

Z drugiej strony spędzam bardzo dużo czasu w klubie. Aczkolwiek myślę, że obie rzeczy uzupełniają się wzajemnie. Kiedy jestem w firmie, mogę zdobywać wiedzę, kontakty dla klubu i na odwrót. W końcu jest to ta sama dziedzina.

Tak jak wspominałem, jedyne czego chcę, to sprawić, by Barcelona stała się jeszcze większa. I to jest mój cel.

I jeszcze bardziej międzynarodowa

Dokładnie. Nie chcę i nie lubię bawić się w sprawy polityczne. Owszem, na dany temat zawsze mam swój pogląd i kiedy reszta zarządu życzy sobie mojej opinii, to ją przedstawiam. Ale na tym koniec. Skupiam się na globalnym rozwoju Barçy, na popularyzowaniu fundacji, by przestała być anonimowa. Takie rzeczy są warte wysiłku.

Wyobrażasz sobie siebie jako prezydenta?

Nie. Uważam, że taka osoba powinna lubić być w centrum uwagi, która dobrze czuje się jako reprezentant klubu. Ja taki nie jestem. Właściwie to nie lubię tych wszystkich "oficjalnych rzeczy". Jeżeli jest jakieś spotkanie, w którym mogę nie uczestniczyć to nie idę na nie. Czuję się wtedy źle i wiem, że siedząc tam nie robię niczego pożytecznego. Owszem, są tacy, którzy to lubią, ale ja do nich nie należę. Na przykład kiedy idę na mecz koszykówki, nie idę na lożę prezydencką tylko siadam w najniższym rzędzie, praktycznie tuż za zawodnikami. Dla mnie jest to dużo fajniejsze przeżycie. Poza tym nie lubię nosić krawatów, a w loży trzeba go mieć. Zapytałem kiedyś: "Sandro, czy masz coś przeciwko, żebym nie siadał w loży prezydenckiej?", na co odpowiedział: "Wiesz co, jesteś chyba pierwszym członkiem zarządu w historii FC Barcelona, który ucieka z loży prezydenckiej".

Czy dopingujesz zawodników podczas meczów?

Tak, zdecydowanie tak. Nie wyobrażam sobie siebie siedzącego nieruchomo podczas np. Gran Derbi (śmiech).

Kiedy po raz pierwszy wybrałeś się na Camp Nou?

Byłem w pierwszej klasie liceum. Wraz z trzema przyjaciółmi poszliśmy na mecz Barça - Real. Barça wygrała 2:1 po samobójczym trafieniu Spasicia, obrońcy Realu Madryt. Rodzice nie opowiadali mi o futbolu, o Barcelonie. To był mój wybór. W Katalonii zazwyczaj rodzice zabierają dziecko na stadion, ale w moim przypadku było inaczej - to ja zabrałem ich. Po raz pierwszy zaprowadziłem ich na ostatni mecz Barçy z Realem. Zabrałem ich na mecz, ponieważ pochodzą z Tajwanu i nie mają kultury futbolu.

Kiedy byłem dzieckiem i chodziłem do szkoły, piłka nożna była dla mnie sposobem integracji z katalońską społecznością, nauki katalońskiego i poznaniu Katalonii. Zatem Barça jest dla mnie więcej niż klubem, była to dla mnie droga integracji z Katalonią. Kiedy poszedłem do szkoły, byłem pierwszym Chińczykiem urodzonym w Gironie. Wyobraźcie to sobie, 37 lat temu nie było tu Chińczyków, Azjatów czy Murzynów. Szedłem ulicą, a ludzie wpatrywali się we mnie i mówili "O, Chińczyk!". Barcelona jest dla mnie bardzo ważna, ponieważ pomogła mi się zaadaptować, stać się w środku prawdziwym Katalończykiem. Zostanie Katalończykiem było moim wyborem. W gronie przyjaciół żartowałem: "Nie wybrałeś bycia Katalończykiem, ty się nim urodziłeś. Ja to wybrałem". Nie jest to lepsze czy gorsze, to jest po prostu coś innego. Chciałem być piłkarzem, ale byłem bardzo słaby.

Trenowałeś w jakimś klubie?

Nie, w szkole. Nie łapałem się nawet do gry w drugiej drużynie szkolnej. To było dla mnie frustrujące. Z tego powodu jako dziecko zdecydowałem, że będę w zarządzie (śmiech).

Na jakiej pozycji grałeś?

Sądzę, że byłem obrońcą. Jak wszyscy najsłabsi gracze w drugiej drużynie. Prawa obrona była najgorszą pozycją. Cóż... byłem słaby, bardzo słaby. To tak frustrujące!

Trenowałeś w zamian koszykówkę?

Nie, grałem w tenisa stołowego. Zostałem nawet wicemistrzem Hiszpanii i później przestałem trenować. Wiedziałem, że jest to rzecz, której nie będę mógł robić całe życie, dlatego teraz poświęcam swój czas na naukę. Jestem pewnego rodzaju typem kujona, aspołecznego, asportowego... Jest masa ludzi, którzy są silniejsi, mają lepsze warunki fizyczne. Nie grałem dobrze z powodu talentu, ale dlatego, że trenowałem trzy godziny dziennie. Moi przyjaciele trenowali godzinę, półtorej godziny dziennie, a ja, żeby osiągnąć to samo, poświęcałem na treningi 3 godziny. Nie byłem dobrym sportowcem, ale ciężką pracą można wszystko osiągnąć... Nawet dostać się do zarządu Barçy.

Jakie jest twoje najlepsze wspomnienie związane z Barceloną?

Jest tyle dobrych wspomnień... Sądzę, że najlepsze z nich związane jest z naszym wyjazdem na azjatyckie tournée. Kiedy przybyliśmy do Chin, dostałem SMS-a od Bartomeu. Napisał, że mam pójść na konferencję prasową zamiast niego. Poszedłem i okazało się, że czekało tam na mnie 300 dziennikarzy. Zapytałem, gdzie mam usiąść. Wskazali mi miejsce i zobaczyłem tabliczki: Dídac Lee, Messi, Guardiola. Byliśmy w zarządzie dopiero od miesiąca i po raz pierwszy spotkałem Messiego właśnie na konferencji prasowej. Kiedy spotkałem Guardiolę, powiedział mi: "Cześć Dídac", a ja byłem zaskoczony, że zna moje imię. Jestem kibicem, jak wy. Jest masa dobrych wspomnień, tak wiele świetnych doznań, związanych między innymi z ostatnim 5:0.

Kto jest twoim idolem?

Iniesta, Luis Enrique, Stoiczkow, Migueli. Powiedziałem, że lubię Iniestę, ponieważ sądzę, że jest więcej niż piłkarzem. Jest bardzo skromny, pracowity, to normalny facet. Kolejne wspaniałe wspomnienie jest związane z okresem świątecznym. Każdy członek zarządu wraz z piłkarzem odwiedza szpital. Ze względów bezpieczeństwa lista szpitali i zawodników jest tajna. Wsiadłem do autobusu numer 4 i okazało się, że jestem z Iniestą. To było bardzo fajne.

Ostatnie pytanie: Jaki będzie dziś wynik?

2:0. Chociaż nie, powiedziałbym, że 3:1.

REKLAMA

Poleć artykuł

Komentarze (0)

Uwaga: Ze względu na ochronę prywatności, komentarze nie ładują się automatycznie. Kliknij przycisk poniżej, aby je wyświetlić.
Załaduj komentarze