Villa przed powrotem na Mestalla: Myślałem, że ten pociąg już mi uciekł - wywiad

challenger

2 marca 2011, 01:34

Brak komentarzy
W pół roku David Villa dobrze zadomowił się na Camp Nou. Trafia częściej i coraz lepiej rozumie się z drużyną. Jego gra nabiera pewności, co ma szczególne znaczenie dla płynności w grze całej formacji ataku. Przed pierwszym od lata powrotem na mający dla niego szczególne znaczenie stadion Mestalla, napastnik Blaugrany udziela wyczerpującego wywiadu dla El Periódico.

Przed sezonem pojawiały się głosy, że Barcelona za bohatera La Furia Roja przepłaciła, wypominano mu wiek. David Villa wie, jak odpowiadać takim opiniom. Pokorą i ciężką pracą. Proces integracji w układance Guardioli idzie wyśmienicie, trener i nowi koledzy chwalą go od samego początku. Dzięki zdobyciu w minioną sobotę 17. bramki w lidze (do których dołożył 3 w LM i 1 w CdR), Villa umocnił się po 25. kolejce na trzecim miejscu klasyfikacji najlepszych strzelców w Hiszpanii. Gdy dodamy do tego 5 asyst dające mu 3. pozycję także w klasyfikacji kanadyjskiej La Liga - otrzymujemy obraz napastnika, jakiego potrzebowała Barca.

"El Guaje" w czterech ostatnich meczach 4-krotnie trafiał do siatki rywali, przeżywa aktualnie swój najlepszy okres po przyjściu do Barçy - lecz przed nim mecz inny niż wszystkie. Wizyta na Mestalla, stadionie, na którym zna każdą kępkę trawy.



Spodziewałeś się, że do systemu Barçy zaadaptujesz się tak szybko?

Muszę na początku powiedzieć, że jestem bardzo szczęśliwy z tego, jak wszystko układa się od lata. Marzyłem, by tak było. W pewnym sensie się spodziewałem, słyszałem wcześniej same pochlebne opinie o tej drużynie. Miałem przecież od dawna - i mam nadal - przyjaciół w klubie, często opowiadali mi o Barçy przed tym, jak tu przyszedłem. Przekonuję się od pierwszego dnia w Barcelonie, że nie przesadzali.

Co do obecnych rozgrywek - to dla mnie wyjątkowy sezon ze względu na debiut, ale też ze względu na wyniki, jakie notujemy. W lidze mamy więcej punktów niż na tych samych etapach obu poprzednich sezonów - a wiemy, jak wyjątkowe były to sezony. Może mnie to tylko cieszyć.

Szczególna wizyta czeka Cię w środę. Jesteś podekscytowany?

Tak, powrót na stadion, na którym spędziłem tyle pięknych chwil, z pewnością sprawi mi wiele radości. Wciąż mam tam wielu przyjaciół. To będzie wyjątkowe przeżycie - tak, jak to było w przypadku Gijón.

Przeżycie jakiego rodzaju?

Radosne, ale na swój dziwny sposób. Stajesz przed klubami, w których dorastałeś niedziela po niedzieli... A jednak, gdy jedziesz tam jako zawodnik innej drużyny - sam chcesz wygrać. Przeciwko nim. Czujesz, że jesteś ich częścią, nadal - dopóki zacznie się pierwszy gwizdek sędziego

Jakiego spodziewasz się przyjęcia? Będziesz świętował zdobycie bramki?

Nie wiem, jak przyjmą mnie fani. Ufam, że odszedłem w pozytywnej atmosferze, nadal mam bardzo ciepłe wspomnienia o Walencji i wszystkich spotkanych tam ludziach... Gdy ewentualnie uda mi się zdobyć bramkę - jak zdarzyło się w Gijón - postaram się nie okazywać emocji. Z szacunku dla wielu ludzi, którzy bardzo pomogli mi dotrzeć tu, gdzie jestem dzisiaj.

Po Twoim transferze na Camp Nou powitało Cię 30.000 ludzi

Jestem dobrze przyzwyczajony do gry przed tak liczną publicznością, ale gdy wchodziłem tamtego dnia na murawę - byłem pod ogromnym wrażeniem. Czułem ich szacunek, entuzjazm jeszcze zanim założyłem koszulkę... Gdy mój transfer nie doszedł do skutku rok temu, wielu fanów Barçy okazywało mi przy wielu okazjach wsparcie, mówili, że jest im bardzo przykro, że nie mogłem zasilić ich klubu. Podnosiło mnie to na duchu, bo z takimi gestami nie spotykasz się codziennie.

Przeszło Ci przez głowę wtedy, rok temu, że Twój pociąg właśnie odjechał?

Może w pewnym sensie, ale jeśli los miał sprawić, że nie trafiłem tu w 2009 roku, lecz właśnie tego lata, to nic nie poszło na marne. Nigdy nie dopuszczam do siebie myśli, że coś mogło by pójść inaczej, bo jestem bardzo dumny z tego, jak potoczyła się moja dotychczasowa kariera i nawet gdybym mógł - nie zmieniłbym w niej nic.

Myślałeś wtedy, że Barça już skresliła Cię ze swych planów?

Byłem niemal stuprocentowo pewny, że tak. Gdy widzisz, że klub formatu Barçy robi taki transfer, kupuje piłkarza takiego, jak Ibrahimović, grającego przecież na mojej pozycji, a do tego za kwotę, którą pod żadnym względem nie można nazwać niską... tak, to była ta chwila, gdy pomyślałem, że mój pociąg do Barcelony właśnie odjechał. Z drugiej strony, pomyślałem, że gdy rozegram kolejny równie udany sezon, to już nie Barca, ale inne kluby mogłyby być mną zainteresowane.

Trafiłeś do najlepszej Barçy w historii. [oryg.: Llegó al mejor Barça nunca visto.]

Jeszcze na Mundialu w RPA, gdy zakładałem koszulkę kadry - wyobraziłem sobie przez chwilę siebie w koszulce mojego nowego klubu... To było trochę dziwne. Podpisałem kontrakt w maju, ale nie zagrałem dla Barçy aż do sierpnia.

Nie wydaje Ci się, że to drużyna, gdzie siła tkwi w filozofii gry? Tu nie podaje się piłki, tu dodaje się jej skrzydeł.

Tak, myślę, że to prawda. To bardzo skomplikowany styl, opierający się na wyczuciu, niuansach. Mam jednak dwie ważne cechy, które do niego pasują - ofensywne usposobienie i chęć dostosowania się do drużyny. Niezależnie od tego, nic nie przychodzi od razu. Nie możemy zapominać, że ta grupa piłkarzy jest ze sobą znakomicie zgrana i perfekcyjnie dopasowana. Pomoc, obrońcy, bramkarz, gracze przedniej formacji - wszyscy doskonale się uzupełniają, jest ciągła ruchliwość, wymienność pozycji i tak naprawdę nie ma środkowego napastnika.

A jednak wpasowałeś się do kolektywu po mistrzowsku.
To było trudne, ale przy determinacji i cierpliwości, systematycznie stawało się łatwiejsze. FC Barcelona wierzyła, że jej styl gry pasuje do mojego - co było powodem tego, że klub poczynił tak dużą inwestycję bym tu trafił.

Czy o tym mówił Ci Begiristain?

Obaj, Txiki i Raul [Sanllehi]. Laporta też. Mówił mi, że poczuł dużą ulgę. Dlaczego? Z powodu wszystkiego, co wydarzyło się rok wcześniej. Oni mogli odetchnąć, bo pomimo przeciwności udało im się mnie sprowadzić, ale i ja mogłem wreszcie odetchnąć.

Największy kamień z serca spadł pewnie Guardioli.

Dziś bardzo łatwo jest stwierdzić, że Guardiola robi wszystko wyśmienicie. Ale każdy musi pamiętać, jak ciężko było mu na początku. Mecze z Numancią i Racingiem, forsowanie kandydatur Busquetsa i później Pedro - którzy dziś są symbolami Barçy i jej szkółki na całym świecie... Z Guardiolą na ławce, ten klub wie, dokąd zmierza. Jednak nic nie przychodzi łatwo, bo ten system wciąż niesie wiele niebezpieczeństw. Każdy klub może tak grać, ale żadnemu nie wychodzi to wystarczająco dobrze. Ciągłe utrzymywanie się przy piłce, używanie tego jako formy gry tak ofensywnej, jak i defensywnej - niesie swoje ryzyka.

Odkąd trafiłeś do Barçy, co zaskoczyło Cię najbardziej?

Drobnostki. Szczegóły. Mogę tu zjeść lunch, kolację, w Ciutat Esportiva są warunki do wszystkiego, mogę oglądać piłkę z całego świata na żywo, być obok moich przyjaciół z drużyny, ale jednocześnie mieć możliwość spędzenia czasu z moją rodziną. Podoba mi się też idea podróży w dniu meczu wyjazdowego. To bardzo dobra rzecz.

Teraz możesz cieszyć się Barceloną, ale w przeszłości przez nią cierpiałeś.

O tak, nie ma lepszych słów by to opisać. Kiedyś sprawiała mi ból, teraz dostarcza radości. Gdy wtedy grałem przeciwko temu klubowi, wiedziałem, że muszę gonić za każdą piłką. Bez przerwy. Wszyscy dużo biegaliśmy, a i tak przegrywaliśmy 6:0, 4:0 czy 3:0, jak ostatnim razem.

Widzę dziś wiele frustracji na twarzach naszych rywali. Ale ja ją znam. Gdy zbliża się kolejka z Barçą, to nie czeka Cię normalny mecz. Przygotowujesz się, ciężko trenujesz, wychodzisz na stadion z konkretnym planem taktycznym, potem przychodzi mecz i nawet realizujesz te założenia mniej czy bardziej kompletnie - tylko, że wciąż przegrywasz... Wiem dobrze, jak smakuje gra przeciwko Barcelonie.

Wasi rywale nigdy się nie poddają...

To dlatego ten zespół, który zdolny jest wygrać 16 meczów z rzędu dających łącznie 48 punktów - docenia każdy z tych punktów. Tylko my wiemy, jak ciężko przychodziły.

Czujesz się odkryty na nowo jako piłkarz?

Nie wiem czy to odpowiednie określenie, ale jestem dumny, że udało mi się odnaleźć w tym nowym dla mnie, tak nietypowym, otoczeniu. Sprawia mi to wiele frajdy. Gram teraz inaczej niż wcześniej w poszczególnych etapach mojej kariery, a jednak efektywność mojej gry nie obniżyła się - ani statystycznie, ani pod innymi względami. Czuję się tu dobrze, gram coraz lepiej, trener mi ufa, a do tego ilość strzelanych bramek jest taka sama, jak w poprzednich latach.

Gdzie zatem zmiana?

Gdy bronimy. Ja też. Z przodu mamy ogromną swobodę, możemy się przemieszczać wszędzie. Ale w obronie margines jest bardzo wąski i wszyscy musimy się do tego dostosować.

Ale przecież Barça nie biega dużo...

To tylko tak wygląda. Przecież u nas nawet Leo, najlepszy napastnik świata, biega pod własne pole karne, by odzyskać straconą piłkę. To mówi wszystko. Ale to nie koniec, chodzi też o sposób, w jaki się wspieramy, ufamy sobie nawzajem... Dzień, w którym przestaniemy biegać, prowadzić grę - będzie dniem, w którym stracimy nasz główny atut. Ale czy ten dzień nadejdzie? Na pewno nie.

Mecz po meczu coraz lepiej współpracuje Ci się z Messim.

Nim tu przyszedłem, już powiedziałem jasno, kto jest najlepszym piłkarzem świata. Teraz jestem tylko tego trochę bardziej pewien. Do tego on ma obsesję na punkcie stawania się lepszym graczem z każdym dniem. Ciągle patrzy przed siebie. To czyni go jeszcze lepszym, jeszcze bardziej wyjątkowym piłkarzem. Nigdy nie widziałem takiego zawodnika, jak Leo: panowanie nad piłką, dynamika, strzał, drybling...

Często inni piłkarze chcą go kopnąć, byle tylko go powstrzymać. A nawet nie udaje im się go dotknąć.


[źródło: El Periódico; TotalBarca]
REKLAMA

Poleć artykuł

Komentarze (0)

Uwaga: Ze względu na ochronę prywatności, komentarze nie ładują się automatycznie. Kliknij przycisk poniżej, aby je wyświetlić.
Załaduj komentarze