Złe dobrego początki? Barça - Villarreal 1:1
FC Barcelona w pierwszym spotkaniu w 2010 roku zremisowała na Camp Nou z Villarreal 1:1. Bramkę dla Barçy w 7. minucie meczu zdobył Pedro, zaś wyrównał David Fuster w 51. minucie gry. Jednak to żaden z tej dwójki, a arbiter Gonzalez Vazquez był głównym pseudo-bohaterem meczu.
Mecz rozpoczął się od ataków Barcelony. Na boisku brylował świetnie dziś dysponowany Thierry Henry, który każdą swoją szarżą siał spustoszenie w szeregach rywala. Na efekty pracy Francuza nie trzeba było długo czekać. W 7. minucie spotkania prawą stroną ruszył Dani Alves, dośrodkował na jedenasty metr, gdzie na piłkę czekał Henry. Francuz huknął jak z armaty z woleja, a piłka przeszywająca jak strzała powietrze zatrzymała się dopiero na słupku bramki strzeżonej przez Diego Lópeza. Do odbitej piłki dopadł Pedro, który płaskim strzałem umieścił futbolówkę w siatce.
Villarreal nie bronił się tak topornie jak inne drużyny odwiedzające Camp Nou. Podopieczni Valverde starali się odgryzać bardziej utytułowanym kolegom i w wielu przypadkach czynili to bardzo dobrze. Po jednej z kont Żółtej Łodzi Podwodnej o mały włos piłki w siatce po strzale głową nie umieścił David Fuster, który zresztą sam zainicjował całą akcję. Kolejny groźny wypad Villarreal zakończył Nilmar, ale między słupkami świetnie spisywał się Victor Valdés. Jednak tutaj trzeba zaznaczyć, że Katalończyk bez zarzutów spisywał się w ekwilibrystycznych robinsonadach, jednak miał problemy z dokładnym rozgrywaniem piłki nogami, co wydaje się z pozoru łatwiejsze.
Na drugą połowę gracze Barçy wyszli nie skoncentrowani. Po jednej akcji Pedro na samym początku do głosu doszli goście. Po kilku ostrzeżeniach wreszcie padł cios, a właściwie precyzyjny prosty Davida Fustera, co nie mogło dziwić, bo ciężka ręka chłopców z "Miasta Króla Jakuba" wisiała w powietrzu od kilku dobrych minut. Tak więc w 51. minucie mieliśmy remis. Barça podrażniona ruszyła do ataku, ale w ataku nie było pomysłu i precyzji. Henry jakby zredukował dwa biegi względem pierwszej połowy, Ibra gnębiony przez sędziego dreptał bez celu, a Pedro bał się zaryzykował i większość piłek wycofywał do Xaviego. Eliksirem na całe zło miał być Andrés Iniesta, który w 57. minucie zastąpił młodego debiutanta Jonathana.
Owszem, Don Andrés ożywił grę Katalończyków kilkukrotnie wprawiając w zachwyt - a rywali o zakłopotanie - publiczność na Camp Nou. Jednak wciąż ataki Barçy były rwane i nerwowe. Na boisku również wrzało i to nie bez powodu, ponieważ Gonzalez Vazquez był dziś najzagorzalszym przeciwnikiem futbolu i każdą składną, czy nieskładną akcję przerywał gwizdkiem. Dyskutowali Xavi i Puyol, a Ibrahimović postanowił nerwy przeistoczyć w czyny, bo przecież od narzekania nikt jeszcze nie wyzdrowiał... i naskoczył swoimi ogromnymi dwiema stopami (numer buta: 54) na nogę Bruno. Na trybunach pojawiły się białe chusteczki skierowane w kierunku arbitra, czas płynął, aż dopłynął do końca i tym samym remis na otwarcie roku stał się faktem.
Czy ten mecz to złe dobrego początki, czy może zwykły wypadek przy pracy? O brak motywacji czy brak umiejętności posądzać graczy Guardioli nie można. Według mnie powodem jest mecz po przerwie i absencja Messiego, którego brak był widoczny aż nadto. Pamiętajmy jednak, że Barça zawsze słabiej grała po przerwach reprezentacyjnych, a przerwę świąteczną można pod takową podciągnąć.
Słowem podsumowania, które może ukierunkować nas jako kibiców w dobrą stronę: Powinniśmy podziękować smutkowi, który uczy nas pokory, bo przecież po tak wspaniałym sezonie każdy z nas na płaszczyźnie futbolu stał się z pewnością odrobinę pyszny. Podziękować niedosytowi, bo ten sprawi, że kolejne wygrane będziemy traktować jako nagrodę, a nie obowiązek. Powinniśmy również wyrzec się roku 2009, bo rok 2010 jaki by nie był to i tak nie będzie nas w stanie uszczęśliwić.
Barcelona: Valdés, Alves, Puyol, Piqué, Abidal, Sergio Busquets, Xavi, Jonathan Dos Santos, Pedro, Henry, Ibrahimović.
Rezerwowi: Pinto, Maxwell, Czyhrynski, Milito, Thiago, Iniesta, Bojan.
Villarreal: Diego López; Javi Venta, Marcano, Godín, Capdevila; Marcos Senna, Bruno, Cazorla, Cani; Nilmar, David Fuster.
Rezerwowi: Angel, Eguren, Escudero, Pires, Joseba Llorente oraz Rossi
Mecz rozpoczął się od ataków Barcelony. Na boisku brylował świetnie dziś dysponowany Thierry Henry, który każdą swoją szarżą siał spustoszenie w szeregach rywala. Na efekty pracy Francuza nie trzeba było długo czekać. W 7. minucie spotkania prawą stroną ruszył Dani Alves, dośrodkował na jedenasty metr, gdzie na piłkę czekał Henry. Francuz huknął jak z armaty z woleja, a piłka przeszywająca jak strzała powietrze zatrzymała się dopiero na słupku bramki strzeżonej przez Diego Lópeza. Do odbitej piłki dopadł Pedro, który płaskim strzałem umieścił futbolówkę w siatce.
Villarreal nie bronił się tak topornie jak inne drużyny odwiedzające Camp Nou. Podopieczni Valverde starali się odgryzać bardziej utytułowanym kolegom i w wielu przypadkach czynili to bardzo dobrze. Po jednej z kont Żółtej Łodzi Podwodnej o mały włos piłki w siatce po strzale głową nie umieścił David Fuster, który zresztą sam zainicjował całą akcję. Kolejny groźny wypad Villarreal zakończył Nilmar, ale między słupkami świetnie spisywał się Victor Valdés. Jednak tutaj trzeba zaznaczyć, że Katalończyk bez zarzutów spisywał się w ekwilibrystycznych robinsonadach, jednak miał problemy z dokładnym rozgrywaniem piłki nogami, co wydaje się z pozoru łatwiejsze.
Na drugą połowę gracze Barçy wyszli nie skoncentrowani. Po jednej akcji Pedro na samym początku do głosu doszli goście. Po kilku ostrzeżeniach wreszcie padł cios, a właściwie precyzyjny prosty Davida Fustera, co nie mogło dziwić, bo ciężka ręka chłopców z "Miasta Króla Jakuba" wisiała w powietrzu od kilku dobrych minut. Tak więc w 51. minucie mieliśmy remis. Barça podrażniona ruszyła do ataku, ale w ataku nie było pomysłu i precyzji. Henry jakby zredukował dwa biegi względem pierwszej połowy, Ibra gnębiony przez sędziego dreptał bez celu, a Pedro bał się zaryzykował i większość piłek wycofywał do Xaviego. Eliksirem na całe zło miał być Andrés Iniesta, który w 57. minucie zastąpił młodego debiutanta Jonathana.
Owszem, Don Andrés ożywił grę Katalończyków kilkukrotnie wprawiając w zachwyt - a rywali o zakłopotanie - publiczność na Camp Nou. Jednak wciąż ataki Barçy były rwane i nerwowe. Na boisku również wrzało i to nie bez powodu, ponieważ Gonzalez Vazquez był dziś najzagorzalszym przeciwnikiem futbolu i każdą składną, czy nieskładną akcję przerywał gwizdkiem. Dyskutowali Xavi i Puyol, a Ibrahimović postanowił nerwy przeistoczyć w czyny, bo przecież od narzekania nikt jeszcze nie wyzdrowiał... i naskoczył swoimi ogromnymi dwiema stopami (numer buta: 54) na nogę Bruno. Na trybunach pojawiły się białe chusteczki skierowane w kierunku arbitra, czas płynął, aż dopłynął do końca i tym samym remis na otwarcie roku stał się faktem.
Czy ten mecz to złe dobrego początki, czy może zwykły wypadek przy pracy? O brak motywacji czy brak umiejętności posądzać graczy Guardioli nie można. Według mnie powodem jest mecz po przerwie i absencja Messiego, którego brak był widoczny aż nadto. Pamiętajmy jednak, że Barça zawsze słabiej grała po przerwach reprezentacyjnych, a przerwę świąteczną można pod takową podciągnąć.
Słowem podsumowania, które może ukierunkować nas jako kibiców w dobrą stronę: Powinniśmy podziękować smutkowi, który uczy nas pokory, bo przecież po tak wspaniałym sezonie każdy z nas na płaszczyźnie futbolu stał się z pewnością odrobinę pyszny. Podziękować niedosytowi, bo ten sprawi, że kolejne wygrane będziemy traktować jako nagrodę, a nie obowiązek. Powinniśmy również wyrzec się roku 2009, bo rok 2010 jaki by nie był to i tak nie będzie nas w stanie uszczęśliwić.
Barcelona: Valdés, Alves, Puyol, Piqué, Abidal, Sergio Busquets, Xavi, Jonathan Dos Santos, Pedro, Henry, Ibrahimović.
Rezerwowi: Pinto, Maxwell, Czyhrynski, Milito, Thiago, Iniesta, Bojan.
Villarreal: Diego López; Javi Venta, Marcano, Godín, Capdevila; Marcos Senna, Bruno, Cazorla, Cani; Nilmar, David Fuster.
Rezerwowi: Angel, Eguren, Escudero, Pires, Joseba Llorente oraz Rossi
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
Poleć artykuł
Komentarze (866)