Moje trzy grosze: Le Roi est mort, vive le Roi!

robertinho

21 grudnia 2008, 22:48

28 komentarzy

"Roi est mort, vive le Roi!" powiedziałby Francuz, co w wolnym tłumaczeniu oznacza "Umarł król. Niech żyje król!". Te średniowieczne słowa wygłaszał marszałek dworu francuskiego tuż po śmierci króla Francji, co jednocześnie zapowiadało rządy nowego monarchy, zapewniające brak kłótni i walk o sukcesję.

Koniec ósmego roku XXI wieku już wyraźnie daje nam do zrozumienia, że obecny król ledwo zipie i niedługo ustąpi. A ma przed kim ustąpić, bo przez kraj przemierza rycerz w bordowo-granatowej zbroi, równający z ziemią każdego, nawet najbardziej zatwardziałego przeciwnika.

Skończmy jednak tematykę średniowieczną i przejdźmy do czasów bardziej aktualnych. O fantastycznej formie Barcelony mówi się już od dawna. Mówiło się o zespole fantastycznym, niesamowitym, czy nawet i nieziemskim (nie mylić z galaktycznym), ale z drugiej strony większość zdawała sobie sprawę z faktu, że prawdziwi rywale dopiero nadchodzą. Mecze z najmocniejszą czwórką La Liga miały dać odpowiedź na pytanie: Czy obecna Barça to zespół gotowy zwyciężać z każdym o każdą stawkę?

Odpowiedź została udzielona i potwierdziło się to, o czym do tej pory mówiło się po cichu. W czterech meczach z Sevillą, Valencią, Realem Madryt i w końcu z Villarreal, Blaugrana zdobyła komplet punktów. Pierwsze dwa zespoły przewyższyła o klasę, strzelając im siedem goli, nie tracąc żadnego. Kolejne dwa mecze nie były już tak łatwe, gdyż dobrze zorganizowane defensywy rywali dzielnie stawiały opór. Jednak ich linie obronne też zostały przełamane i te cztery spotkania Barça zakończyła z bilansem 11-1.

Chyba nikomu nie trzeba udowadniać i dawać kolejnych dowodów, że Pep Guardiola stworzył zespół nie tylko głodny sukcesów, ale mający wszystko czego trzeba zwycięskiej drużynie. Walkę, zaangażowanie, chęć do gry czy doskonałą atmosferę miedzy zawodnikami widać na każdym kroku. Barça wygrywa niezależnie od miejsca i rywala. Nawet kiedy przeciwnik muruje bramkę, to i tak walka do ostatniej sekundy meczu pozwala wybrnąć zwycięsko.

Obecna Barcelona to zespół kompletny na każdej pozycji. Pewny bramkarz, solidna obrona, kreatywna linia pomocy i niesamowicie skuteczni napastnicy. Co więcej, Pep Guardiola dokonał tego wszystkiego niemal z tymi samymi zawodnikami, których do dyspozycji miał Frank Rijkaard rok temu. Odeszli Ronaldinho i Deco, ale w Barcelonie byli już tylko cieniami geniuszy z sezonu 2005/2006. Były kapitan Blaugrana swoją miłością do klubu zaraża swoich zawodników i tak jak jeszcze miesiąc temu ostrzegano by nie popadać w nadmierny optymizm, tak teraz nikt nie zabroni kibicom się cieszyć. A jest z czego, bo po dwóch miernych latach, do Barcelony wraca złota era. Na razie jedynie bardzo mocno puka do katalońskich bram, ale jeżeli nie nastąpi wielki kataklizm, to zagości tam na dłużej.

REKLAMA

Poleć artykuł

Komentarze (28)

Aby dodawać komentarze, musisz być zalogowany.
Uwaga: Ze względu na ochronę prywatności, komentarze nie ładują się automatycznie. Kliknij przycisk poniżej, aby je wyświetlić.
Załaduj komentarze